Nie ufam szefowi więc obaj giniemy…. czyli co psychologia na powiązanie pomiędzy współpracą, zaufaniem, poczuciem niemocy i agresją.

O tym, że trudno w biznesie o zaufanie wiem od dawna. Poznałam w życiu tysiące zespołów a w

zaufanie

śród nich spotkałam dosłownie kilka  takich, gdzie poziom zaufania był rzeczywiście wysoki. O tym, że zaufanie jest absolutnie potrzebne, aby osiągać ponadprzeciętne wyniki również jestem przekonana, szczególnie teraz, w czasach tak dynamicznych, czasach ciągłych zmian.

Ostatnio bardzo często pracuję z zespołami nad ich wzajemną współpracą, czasami wewnątrz, a czasami między-działową. Brak współpracy jest widoczny dla każdego. Ludzie gadają na siebie, skarżą się na siebie nawzajem, odmawiają wykonywania dla siebie działań itd. To widać. Natomiast dużo mniej widoczne jest to, że często przyczyną niechęci do współpracy jest brak wzajemnego zaufania. Tym bardziej trudno też – będąc w środku tego systemu- zobaczyć mechanizm błędnego koła, to w jaki sposób brak zaufania staje się nie tylko przyczyną ale i skutkiem niechęci ludzi do współpracy.

A jak to się dzieje? Wyobraź sobie (może to w zasadzie opowieść o Tobie, i wystarczy chwilę spojrzeć na siebie), że pracujesz w firmie na stanowisku jakiegoś specjalisty. Uważasz siebie za dobrego i kompetentnego pracownika. Znasz swoją wartość i wiesz, że Twoja wiedza jest użyteczna dla całej organizacji. Jest ona do wykorzystania nie tylko poprzez robienie „swojego”, ale również, gdyby tylko ktoś Ciebie posłuchał, mogłaby usprawnić działanie różnych systemów w organizacji tyk, by ostatecznie wszystkim działo się lepiej. Twój szef również uważa siebie za kompetentnego i użytecznego dla organizacji. Też ma wiedzę użyteczną na rzecz całej firmy. Ale na przykład jego szef tego nie widzi. Więc Twój bezpośredni przełożony szuka sposobu na „zaistnienie”. Jeden z nich to pokazywanie swojego, chwalenie się swoim, bycie dumnym z siebie, nie ze swojego zespołu. Czym to skutkuje? Brakiem uznania dla ciebie, i twoich kompetencji. Nie pyta Ciebie o rozwiązania, bo chce (potrzebuje), aby wdrażane było Jego, nie dyskutuje z tobą jak partner z partnerem, bo dyskusja mogłaby skutkować osłabieniem siebie. Rozdziela zadania i sposób ich wykonania nie pytając jak zamierzasz osiągnąć ich cel. Mówi Tobie to, wtedy czuje się bezpieczny, że cel zostanie osiągnięty. Ale Ty czujesz się traktowany jakbyś sam się nie znał na rzeczy, jak dziecko, któremu się mówi co ma robić aby napisać poprawnie literkę. Co myślisz – nie ufa mi i moim kompetencjom. Jeśli dodatkowo raz drugi skłamie, zmieni zdanie itp.-  trudno, żebyś i Ty ufał jemu. I tutaj w zasadzie jesteśmy już u sedna sprawy. Nie ufacie sobie nawzajem. A to – zgodnie z zasadami trzeźwego myślenia – podejrzliwość. Tak na prawdę skutkuje wychwytywaniem z otoczenia wszelkich sygnałów, które dowodzą, temu, że nie należy mu ufać. To robimy nieświadomie. Oczywiście robią to obie strony. I uwierz- znajdują takie dowody. Ty zawiedziony opowiadasz o tym komuś z innego zespołu. Myślisz że to nie dotrze do twojego szefa? Z całą pewnością dochodzi (dawno udowodniono, że plotka biegnie po firmie dużo szybciej niż reklama). A to już dla Twojego szefa dowód na to, że nie należy Tobie ufać (lojalność?) Ty też masz dowody, że nie należy ufać Twojemu szefowi.. bo skłamał, bo rozmawiał o Tobie bez Ciebie itd… Można by mnożyć zachowania, które będą stanowiły dla nas dowód na: Nie można mu ufać”. No a jak komuś ufać nie można, to trzeba się też ustawić asekuracyjnie, prewencyjnie. Selekcjonujesz więc informacje, działasz tak, aby zabezpieczyć siebie w organizacji. To naturalne. Z czasem nie podejmujesz już rozmowy z szefem w temacie, bo po co? Skoro Tobie nie ufa, to i tak nie przyjmie tego co chcesz mu powiedzieć. Ale Twoje poczucie bezradności, frustracji rośnie. Coś z nim zrobić trzeba. Działasz więc inaczej: korzystasz z każdej okazji, aby świat się dowiedział, jakiego złego masz szefa. I wiesz, że w tym Twoim działaniu coś jest nie o’k, ale masz poczucie, że nie masz innego wyjścia i tym tłumaczysz swoje działania. On to wie, zapewniam, i gromadzi dowody na Twój brak lojalności, uczciwości, asertywności, współpracy itd… Masz nadzieję coś ugrać krzycząc coraz głośniej i w coraz większym gronie. A ugrywasz? Czekasz aż „koleś się zmieni”, a on się nie zmienia. Frustrujesz co raz bardziej, bo coraz bardziej irytujące jest to, że wraz z coraz głośniejszym Twoim wołaniem o pomoc, nie wzrasta liczba osób, które Ci pomagają. Niemoc.. z czasem przeradza się w agresję. Nie żeby fizyczną, tylko słowną. Zaczynasz uruchamiać swoje umiejętności złośliwych uwag, sarkazmu. Z czasem – gdybyś usłyszał sam siebie – doszedł byś do wniosku, że wyśmiać u drugiej osoby można w zasadzie wszystko, dużo więcej, niż to o co tak naprawdę masz do niej żal.. nawet strój, wadę wymowy, wygląd żony… To bezradność. Zrozumiała. Jednak kiedy przeradza się w agresję, choćby słowną, w rzeczywistości przestajesz siebie chronić. A narażasz na konsekwencje, które przyniosą zupełnie odwrotny efekt. Bo pytanie czy w organizacji bardziej dopuszczalny jest brak zaufania do drugiej osoby czy zachowanie agresywne względem niej? Za to pierwsze wylecieć z pracy nie można. W każdym razie jak zaufać agresywnemu pracownikowi? I kółko się zamyka.

Na co dzień pracuję z zespołami podnosząc ich poziom wzajemnego zaufania. Czy to na warsztatach, szkoleniach czy w coachingu. Wiem, że tak działa mechanizm, a oświadczenia pokazują mi, że można go przerwać, byle odpowiednio i w odpowiednim momencie. To działania na poziomie całego systemu, całego zespołu.

A co sam możesz zrobić dla siebie? KIEDY? Przede wszystkim zanim przejdziesz na etap gadania na boku, mówienia „o” a nie „do”. JAK?

  • Skorzystaj z wszystkich Tobie znanych narzędzi budowania zaufania u innych, zobacz, które stosujesz, a które jeszcze warto abyś wprowadził do repertuaru swoich zachowań.
  • Zaniechaj zachowań, które potrafią zburzyć zaufanie z prędkością światła (nie ważne jak wielką miałbyś pokusę na wyrównanie rachunków!)
  • Skorzystaj z wszystkich znanych Tobie technik zachowań stanowczych i łagodnych jednocześnie; a jak ich nie znasz to poznaj, bo warto.
  • A jak już będziesz względem swojego szefa działał zachowaniami budującymi zaufanie i asertywnie, to nie zakładaj, że to po to aby go zmienić, tylko po to, aby wasze WZAJEMNE zaufanie było większe. Jak ono wzrośnie to u was wzrośnie poczucie mocy, sprawstwa a spadnie chęć do szukania dowodów na zło z tej drugiej strony. Jeśli myślisz sobie teraz: ale jak długo tak mam być asertywny, kiedy On się nie zmienia?! To odpowiem, jak długo chcesz. Zawsze masz wybór, tylko on w zasadzie jest taki, że jeśli żadnej ze stron już się nie chce, to na pewno się rzeczywistość nie zmieni…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *