Asertywność nie jest odmawianiem!

marmot-2366423_1280Każdy kto spotkał się z pojęciem asertywności najczęściej identyfikuje je jako: sztuka mówienia NIE, sztuka odmawiania. I przy takim rozumieniu asertywności zdecydowanie nie wiele trzeba, aby się do niej zniechęcić. Uczestnicy naszych szkoleń mówią: „Muszę siedzieć w pracy cicho i przytakiwać, bo inaczej mnie wyrzucą”. Asertywność to zdecydowanie umiejętność dużo szersza i dużo precyzyjniej spoglądająca na temat odmawiania. Asertywność jest umiejętnością psychologicznego zadbania o siebie w relacjach z innymi ludźmi. Uwzględnia przy tym prawo tych wszystkich innych do tego, do zadbania o siebie. A zadbanie o siebie w aspekcie psychologicznych uwzględnia raz odmawianie a inny razem wyrażenie zgody (mimo, że audytorium się nie zgadza).

Asertywność oznacza zachowanie w zgodzie ze sobą. Przeanalizujmy jeden typowy przykład. Nasza koleżanka z pracy prosi nas o zrobienie czegoś, co wykracza poza nasz zakres obowiązków. Bycie w zgodzie ze sobą dla jednego z nas będzie oznaczało wykonanie zadania za koleżankę, bo to forma odwzajemnienia się, albo mamy właśnie czas i możliwość na zrobienie czegoś extra. Albo najzwyczajniej w świecie chcemy poczuć się dobrze pomagając komuś. Bycie w zgodzie ze sobą dla drugiego będzie oznaczało odmówienie wykonania zadania, bo po prostu jesteśmy zmęczeni, zawaleni tysiącem własnych zadań, albo czujemy się wykorzystywani przez koleżankę, która niewiele sama robi. W zgodzie ze sobą oznacza więc i odmowę i zgodę, byle to co zrobimy utrzymywało nas w poczuciu, że zadbaliśmy o siebie, swoje prawa, wartości, przekonania. Jeśli po zgodzie na wykonanie zadania czujemy się wykorzystani to oznacza, że zgodziliśmy się niejako wbrew sobie i nie było to zadbanie o siebie, więc nie było to  zachowanie asertywne.

Oprócz tego, że o asertywności możemy mówić w kontekście zgadzania się i odmawiania, asertywność jest umiejętnością użyteczną w wielu innych sytuacjach naszych kontaktów z drugim człowiekiem.  Kiedy wyrażamy nasze prawdziwe opinie, niezależnie od tego co uważają inni – to jest to wyraz asertywności. Jeśli potrafimy przyjmować opinie innych, odmienne od naszej, w sposób, który wyraża nasz szacunek do tych opinii – to jest to wyraz asertywności. Jeśli potrafimy (nie boimy się) wyrażać prośby, mówić o swoich potrzebach, uczuciach – to też jest to wyraz naszej asertywności. A kiedy np. wychodzimy od lekarza, u którego grzecznie siedzieliśmy, nie wiele rozumiejąc, przyjmując wszystko jak mówił, niezależnie od własnego zdania, a potem w poczekalni krytykujemy go za nieskładność wypowiedzi, niewysłuchanie czy co tam jeszcze, to zdecydowanie wystawiamy wizytówkę sobie o swojej nie asertywności. Kiedy na przykład nie mówimy bliskiej osobie o swoich potrzebach, a potem mamy pretensje, że sama nie zauważyła, że mogłaby nam pomóc, to jest to wyraz braku asertywności.

Jeśli zdecydujemy się rozwijać nasze umiejętności asertywne, to za pewne czeka nas trening konkretnych komunikatów, ale nie tylko. Czasami potrzebujemy pożegnać pewne opinie na temat tego jak „powinien” zachowywać się drugi człowiek, czasami nauczyć się odróżniać człowieka i jego intencje od jego zachowań, nauczyć się odróżniać oceny od opinii, a czasami pogodzić z tym, że to nie ludzie są powodem naszych stanów emocjonalnych (mówimy: Wyprowadziłeś mnie z równowagi), tylko my sami odczuwamy określone emocje pod wpływem czyichś zachowań. Rozwijając własną asertywność warto też sprawdzić czy jej brak jest taki globalny i dotyczy wszystkich osób i zawsze, czy może poziom naszej asertywności zależy od tego względem kogo ją mamy zaprezentować, albo też w jakich okolicznościach. Warto też, myśląc o swojej asertywności, sprawdzić jakie jej obszary mamy zaniedbane, a jakie już całkiem dobrze opanowane. Na przykład możemy mieć dużą swobodę w wyrażaniu opinii, nawet niezgodnych z opiniami innych, a mieć trudność w wyrażaniu próśb (bo np.: chcemy siebie postrzegać jako samodzielnych). Takie doprecyzowanie własnych obszarów asertywności zdecydowanie pozwala skupić się na tym co jest nam rzeczywiście potrzebne, a dzięki temu szybciej w to doposażyć.

Na dobry początek warto, abyś zadał sobie kilka pytań:

1. Na ile łatwo przychodzi Tobie wyrażenie własnego poglądu, kiedy wiesz, że słuchają Ciebie ludzie, którzy są odmiennego zdania?

2. Na ile łatwo prosisz innych o pomoc, kiedy jej potrzebujesz? Czy raczej rezygnujesz z własnych potrzeb zanim poprosisz? A może  - jak przystało na dobrą wróżkę wiesz, że odmówią zanim poprosisz?

3. Jak się czujesz i co robisz, kiedy ktoś w twoim towarzystwie wypowiada poglądy sprzeczne z Twoimi? Co o nim sobie myślisz?

4. Jak często mówisz o kimś a nie do kogoś?

 

W odpowiedziach odnajdziesz zapewne niektóre obszary swojej (nie)asertywności.

  9 comments for “Asertywność nie jest odmawianiem!

  1. 28 lipca 2017 o 09:11

    Asertywności cały czas się uczę, to strasznie trudna sztuka.
    Pozdrawiam!

    • Joanna R
      4 sierpnia 2017 o 12:20

      Zgadzam się, że opanować asertywność oznacza często sporą prace nad sobą, czasami to są lata! Wysiłek, czas uważności, kroków do przodu i do tyłu i takie tam. I kiedy ludzie mówią mi na szkoleniach, że to za trudne, to proponuję, żeby zastanowili się nie nad poziomem trudności, tylko korzyściami z takiego wysiłku. Osobiście uważam, że zyski przewyższają inwestycję, a momentami nawet myślę, że bez tej inwestycji straty są nieocenione.

  2. ~Zbyszek
    4 sierpnia 2017 o 12:07

    Zainspirował mnie Twój filmik na Linkedin zatytułowany „O jednym z najważniejszych elementów w coachingu” i Twoje zaproszenie na bloga. Nie za bardzo wiedziałem w jaki wątek na blogu się włączyć, no i wybrałem tą asertywność, ale tak naprawdę interesuje mnie to o czym mówisz w trakcie tego filmiku, czyli zmiana miejsca w czymś, co nazywasz systemem, ale wiemy, że chodzi o korporację. Żeby szybko wytłumaczyć się z formy ty dodam, że byłem na jednym z Twoich szkoleń i stąd ta forma. A wracając do rzeczy czyli rekcji systemu na próbę zmiany swojej pozycji jestem w trakcie takiego manewru i jedna rzecz bardzo mnie interesuje. Chodzi o dynamikę zmian a zwłaszcza szybkość podejmowanych działań. Ja wybrałem formę ewolucyjną, tzn. lojalnie zakomunikowałem swoim partnerom w pracy, że obecne miejsce nie jest dla mnie satysfakcjonujące i chciałbym aspirować na inne, wymagające większej odpowiedzialności stanowisko. Jak na razie nie dało to żadnych rezultatów a można nawet powiedzieć, że było kontrskuteczne. Poza tym na swój sposób odkryłem się. Zastanawiam się czy przypadkiem inna ścieżka, którą można określić słowem „szybka” nie byłaby bardziej odpowiednia. Chetnie podyskutuje na ten temat.

    • Joanna R
      4 sierpnia 2017 o 14:37

      Witaj Zbyszku, Po pierwsze, to pamiętam Ciebie z tego szkolenia i stąd wiem o jakiej korporacji mówisz. Identyfikowac nie będziemy, natomiast jej identyfikacja jest i tak bez znaczenia, bo z całą pewnością znając setki innych powiem,że w tym zakresie niczym się od siebie nie różnią. W tej dyskusji chyba mam ochotę na pewną prowokację. Piszesz, że używam sformułowania system, ale wiemy, że chodzi o korporację. Wyjasnię więc, dlaczego używam słowa, które z całą pewnościa ludziom mówi mniej niż słowo korporacja. Ponieważ system jest dla mnie pojęciem dużo szerszym. Kiedy pracuję w korporacji to jestem częścią systemu, w skład którego wchodzi oczywiście ta korporacja = ludzie w niej, ale też system ten (choć mało to widoczne) tworzą np.:te osoby, które z tej korporacji własnie odeszły. Paradoksalnie system ten tworzą członkowie naszej rodziny. Innymi słowy upraszczając mocno: wszystko to tworzy system, co wpływa na nasz sposób myślenia i podejmowania decyzji. I teraz: system jest jaki jest, można w nim tkwić, w pewnym zakresie można go zmienić, a w pewnym nie, można go też zamienić na inny. Można, bo wybór mamy. Można to robić ewolucyjnie lub rewolucyjnie. Można. Natomiast jeśli (a wypadałoby) zaakceptowalibyśmy fakt, że system ten tworzymy też my sami, z naszymi lękami, obawami przed konsekwencjami, naszym mniejszym lub wiekszym przekonaniem o swojej wartości, to powinniśmy dojść do wniosku, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi na twoje pytanie o lepszą ścieżkę. Czy sposób rewolucyjny jest dobry dla osoby, która ma milion kredytu? Czy mielibyśmy czyste sumienie mówić takiej osobie, że warto „pocisnąć”?. Przepraszam Zbyszku za brak jednoznaczności mojego stanowiska. Jego jednoznaczność jest dla mnie w tym, że każdy z nas jest innym elementem systemu, niby system taki sam, a jednak różny a w dodatku (oboje znamy tę korporację :) bardzo dynamicznie zmieniający się. A co do umieszczenia Twojego wątku w temacie asertywności to powiem, że znalazłeś piękne powiązanie między systemem a asertywnością. Asertywność to bycie w zgodzie ze sobą. czasem się zgadzamy w pracy na coś, czego inni by nie tolerowali, a dla nas jest to ok i to nie dlatego, że tak się boimi i siedzimy pod miotłą, tylko dlatego, że uwzględniając SYSTEM takie rozwiązanie jest na DANY MOMENT optymalne, więc czujemy sie z nim ok. PS: jeśli ludzie wykorzystają naszą otwartość, uczciowość (piszesz, o odkrywaniu się) to pozostaje pytanie czy chcemy w robocie otaczać się takimi ludźmi? Jak długo chcemy? I jak to systemowo działa…

      • ~Zbyszek
        4 sierpnia 2017 o 20:33

        Idąc dalej za Twoją „prowokacją” można mówić, że system tworzą również nasi przodkowie, którzy jakiś ślad swoich lęków i fobii ale również heroizmu nam zostawili itd. To jest zrozumiałe i fajnie to przedstawiłaś pokazując kolejne plany (zawodowy, rodzinny, finansowy) tego naszego świata i różne uwarunkowania z nimi związane. Zgadzam się, że ważną role odgrywają tu nasze emocje, wcześniejsze doświadczenia i można powiedzieć wyuczona rola życiowa. To wszystko prawda, jestem tego świadom i to mam za sobą, to jest mentalnie przerobione. Nie oczekiwałem też jakiejś recepty, cudownej procedury, która prowadzi do korporacyjnego nieba. Nie, nie o to mi chodziło. Jestem zbyt doświadczony by mieć takie oczekiwania. Raczej chodziło o opis możliwych reakcji tego korporacyjnego systemu. Pomyślałem też, że jeśli podzielę się swoimi obserwacjami „na żywo” to może to być ciekawe dla innych. Jak to się zakończy sam nie wiem, natomiast kluczową sprawą dla mnie jest zachowanie czegoś, co nazywam autonomią wewnętrzną i jak obecnie widzę może być to w jawnym konflikcie z opisywaną przez Ciebie uległością, jako ważna cechą stabilizującą system. Wcześniej tego nie rejestrowałem. Tarczą ochronną były moje kompetencje i skupienie na kwestiach technicznych. Teraz widzę, że jest inaczej. Pojawia się wymaganie uległości, zwiększona kontrola i poczucie pewnej izolacji, związane z wyłączeniem z korporacyjnego obiegu informacyjnego. Co będzie dalej, sam jestem ciekaw, zobaczymy. To niesamowite też móc obserwować jak zmienia się nastawienie innych, dotychczas przyjacielsko nastawinych do Ciebie kolegów. To co piszesz w post scriptum jest jak najbardziej aktualne.

        • Joanna R
          7 sierpnia 2017 o 18:04

          „Autonomia wewnętrzna”… podoba mi się to sformułowanie!. Dla mnie to zawsze była wartość, ale wiem, że czasami się za to płaci.. w rózny sposób… w moim przekonaniu korzyści w globalu przewyższają koszty, ale ludzie mają prawo sami to sobie oszacować. Czasami taka autonomia jest postrzegana jako brak współpracy. W rzeczywistości jeśli każda z dwóch osób dba o autonomie wewnętrzną i jednocześnie ma gotowość dogadania się, to jest dobrze, gorzej, jak tego drugiego brakuje (chyba o doświadczaniu tego piszesz)… Cóż rzeczywiście cennym doświadczeniem jest patrzeć jak ludzie zmieniają nastawienie… może dziwnie to zabrzmi, ale każdy z nas gdzie indziej na skali lęk – odwaga…

          • ~Zbyszek
            12 sierpnia 2017 o 19:29

            Trafnie zauważyłaś, że autonomia nie oznacza barku współpracy, choć niektórzy mogą to tak postrzegać. Autonomia oznacza szacunek do siebie i do partnera. Jeśli obaj mają tego świadomość to oznacza, że możliwa jest współpraca bardzo głęboka, nawet jeśli zajmują różne miejsca w hierarchii korporacyjnej. Takie sytuacje nie są oczywiście zbyt częste ale nie można twierdzić, że się nie zdarzają. Wracając jednak do pierwotnego wątku, który możemy skrótowo określić jako reakcję systemu na zmianę postawy z uległej na bardziej asertywną, czy można mówić o pewnych prawidłowościach? Czy np. mogłabyś napisać coś takiego: z reguły po pierwszym okresie i próbach karania pracownika, system adaptuje się do zmiany, albo też: z reguły następuje eskalacja działań, izolacja a następnie eliminacja. To tylko przykłady, ale chodzi mi o prawdopodobieństwo pojawiania się określonych zachowań. No i pamiętaj, że temat sama wywołałaś:)

          • Joanna R
            19 września 2017 o 14:49

            Trudno mi znaleźć dowody na to, że system jako całość się adaptuje, czy reaguje według ściśle określonego klucza, czy że można zobaczyć tutaj jakiś proces. Natomiast dużo więcej wiemy o dopasowywaniu się poszczególnych osób do naszych zachowań. Statystyk nie znam, a dość mocno siedzę w temacie, to co widać, to, że asertywność ostatecznie jednak przegrywa z dostosowaniem do grupy ;) Ten, który stawia na autonomię może się dopasować (działa wbrew sobie), lub odejść, zwykle sam to robi, bo wykluczenie to paskudne uczucie. Jeśli pozostaje w zgodzie ze sobą, z czasem widać jak zmienia się jego otoczenie społeczne, coraz mniej wokół niego tych, którzy wolą jego uległość, a co raz więcej tych, którzy widzą wartość w autentyzmie. Wiem, w korporacji tak tego nie widać… nie jest to tak wyraźne z uwagi na mnóstwo czynników, które zamazują obraz, ale też się dzieje.

  3. ~Zbyszek
    16 października 2017 o 12:05

    Czyli tzw. happy end nie jest wykluczony. Muszę Ci napisać, że też mam takie przeczucie:) Pozdrawiam serdecznie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *